Główna / Usługi / Strona dla szkoły językowej
Usługi & Oferta • 12 min czytania

Strona internetowa dla szkoły językowej

ŁD

Projekt i wykonanie: Łukasz Dramiński (Web Developer Freelancer)

Doświadczenie: Ponad 10 lat na rynku

Człowiek, który myśli o kursie językowym, ma jedną realną przeszkodę i nie jest nią cena. Nie wie, do której grupy pasuje. Podejrzewa, że jego angielski jest słabszy, niż chciałby przyznać, i właśnie dlatego nie zadzwoni, żeby zapytać. Strona szkoły językowej ma do wykonania jedno zadanie: usunąć tę przeszkodę, zanim on zamknie kartę.

Wszystko inne na takiej stronie — galeria sal, historia szkoły, misja, logotypy metod nauczania — jest dekoracją wokół tego jednego zadania. Poniżej opisuję po kolei, co konkretnie je wykonuje, i zaczynam od rzeczy, którą ma może jedna szkoła na dziesięć.

Test poziomujący to najważniejszy element strony, nie formularz kontaktowy

Gdybym mógł postawić na stronie szkoły językowej tylko jedną rzecz, byłby to test poziomujący. Nie galeria, nie opis metody, nie formularz „zapytaj o kurs”.

Mechanizm jest psychologiczny, nie techniczny. Osoba rozważająca kurs nie wie, gdzie jest, i nie chce się z tego tłumaczyć drugiemu człowiekowi. Telefon do sekretariatu oznacza, że trzeba na głos powiedzieć „uczyłem się angielskiego dwanaście lat i nic nie pamiętam”. Test pozwala jej to sprawdzić samej, bez świadków, w pięć minut — i właśnie dlatego jest wypełniany przez ludzi, którzy nigdy nie wypełniliby formularza kontaktowego.

Dla Ciebie zysk jest dwojaki. Po pierwsze, zgłoszenie przychodzi z określonym poziomem, więc rozmowa zaczyna się od terminu, a nie od diagnozy. Po drugie, test jest jedyną treścią szkoły językowej, którą ludzie podają sobie z własnej woli — a to znaczy, że pracuje także wtedy, gdy nie płacisz za reklamę.

Wersje, które warto rozważyć, w kolejności od najtańszej:

  • Minimalna — dwadzieścia pytań zamkniętych, wynik w skali od A1 do C2, krótki opis „co to znaczy w praktyce” i przycisk prowadzący do listy grup na tym poziomie.
  • Sprzedażowa — po wyniku strona pokazuje od razu konkretne grupy na tym poziomie: dzień, godzinę, cenę, liczbę wolnych miejsc i przycisk zapisu. To jest wariant, w którym test przestaje być zabawką i staje się kanałem sprzedaży.
  • Z podziałem na języki — osobne ścieżki dla każdego języka, który realnie otwierasz. Sensowne dopiero wtedy, gdy masz pytania przygotowane przez lektorów; bez tego lepiej zrobić dobrze jeden język niż byle jak pięć.

Czego test nie powinien robić: wymagać rejestracji przed pokazaniem wyniku. To jest najczęstszy błąd w tym miejscu i kosztuje większość zgłoszeń. Wynik pokazujemy od razu, a adres e-mail proponujemy po nim — „wyślemy Ci wynik i dopasowane grupy” — co ludzie akceptują chętnie, bo już dostali to, po co przyszli.

Cena musi być podana w jednostce, którą kursant porównuje

Typowy cennik szkoły językowej podaje kwotę za semestr: 1 890 zł. I na tym się kończy.

Tymczasem kursant porównuje trzy szkoły i robi to zawsze w przeliczeniu na godzinę zajęć, bo to jedyna jednostka, która się między ofertami przelicza. Jeżeli nie dasz mu danych do tego przeliczenia, zrobi jedną z dwóch rzeczy: policzy sam, tracąc cierpliwość, albo przyjmie najgorszy możliwy wariant i uzna, że jesteś drogi. Obie są dla Ciebie złe.

Cena kursu jest porównywalna dopiero wtedy, gdy ma przy sobie cztery liczby:

  • Liczbę spotkań w semestrze. Trzydzieści lekcji czy sześćdziesiąt — to różnica dwukrotna i nie wynika z niczego innego.
  • Długość jednostki lekcyjnej. Szkoły używają 45, 60 i 90 minut, nazywając wszystkie „godziną lekcyjną”. To jest miejsce, w którym porównania najczęściej się rozjeżdżają, i jednocześnie najtańsze do naprawienia: wystarczy napisać liczbę minut.
  • Liczebność grupy. Cztery osoby i dwanaście to dwa różne produkty w tej samej cenie. Jeżeli masz małe grupy, jest to Twój najmocniejszy argument cenowy — i zwykle jest nienapisany.
  • Czy podręcznik jest w cenie. Sto dwadzieścia złotych różnicy, o które klient dowiaduje się na pierwszych zajęciach, psuje relację skuteczniej niż cała reszta cennika.

Poza tym cennik warto rozdzielić na ścieżki, bo kupują je różni ludzie: grupa dla dorosłych, zajęcia indywidualne, kurs dla dzieci i — osobno, o czym niżej — szkolenie dla firmy. Jedna tabela dla wszystkich czterech zmusza każdego z nich do przeglądania trzech czwartych treści, która go nie dotyczy. Jeśli chcesz zobaczyć tę samą zasadę zastosowaną do innej usługi, moje własne rozbicie kosztów opisałem w tekście ile kosztuje strona internetowa.

Zapisy online to umowa na odległość i to zmienia kształt formularza

To jest element, którego nie ma prawie żadna strona szkoły językowej, a który staje się problemem dokładnie raz w roku — zawsze w tym samym momencie.

Zapis na kurs przez formularz albo koszyk na stronie jest umową o świadczenie usług zawartą na odległość. Konsumentowi przysługuje wtedy czternaście dni na odstąpienie od niej bez podawania przyczyny — tak stanowi ustawa z 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta. A teraz kalendarz Twojej szkoły: nabór trwa do końca września, zajęcia startują na początku października. Kurs rusza więc w środku tego czternastodniowego okna, i to nie jest luka w przepisach, tylko sytuacja, którą ustawa przewiduje.

Trzy zasady, które z tego wynikają i które warto znać, zanim ktoś napisze Ci regulamin:

  • Rozpoczęcie zajęć przed upływem czternastu dni wymaga wyraźnego żądania kursanta. W praktyce to osobne pole do zaznaczenia przy zapisie, świadomie oddzielone od zgody na regulamin.
  • Odstąpienie po pierwszych lekcjach nie oznacza zwrotu całej kwoty. Jeżeli kursant zażądał rozpoczęcia świadczenia, płaci proporcjonalnie za to, co zostało już wykonane (art. 35 ustawy) — czyli za odbyte zajęcia, a nie za cały semestr. To jest zasada, która chroni Ciebie, i właśnie dlatego warto ją mieć zapisaną wprost, a nie liczyć, że nikt nie zapyta.
  • Prawo odstąpienia gaśnie dopiero po pełnym wykonaniu usługi — za uprzednią, wyraźną zgodą konsumenta i pod warunkiem, że został poinformowany o utracie tego prawa (art. 38 pkt 1). Kurs semestralny w pierwszym tygodniu nie jest usługą w pełni wykonaną, więc klauzula „zapis jest nieodwołalny” w regulaminie nie działa.

Praktyczny wniosek dla strony: formularz zapisu potrzebuje regulaminu, rozdzielonych zgód, wzoru oświadczenia o odstąpieniu i jasno opisanych zasad rezygnacji w trakcie semestru — a nie jednego pola „akceptuję warunki”. Zastrzeżenie robię wprost: nie jestem prawnikiem i nie wydaję wykładni przepisów. Buduję formularz i ścieżkę zapisu tak, żeby te elementy miały swoje miejsce i były technicznie poprawnie obsłużone, a ich treść potwierdza Twój prawnik. Tyle że różnica między formularzem, który ma na to miejsce, a takim, który go nie ma, jest różnicą między poprawką na pół godziny i przebudową.

Pięć języków, sześć poziomów, cztery formy — jak nie zrobić z tego stu dwudziestu pustych podstron

To jest najciekawszy problem projektowy w tej branży i pierwsze miejsce, w którym szkoły psują sobie widoczność z dobrymi intencjami.

Kusi, żeby zrobić podstronę dla każdej kombinacji: angielski A1 grupowy stacjonarny, angielski A1 indywidualny online, niemiecki A1 grupowy i tak dalej. Pięć języków razy sześć poziomów razy cztery formy to sto dwadzieścia adresów. Problem jest ten, że sto dwadzieścia razy ten sam tekst z podmienioną nazwą języka to zestaw stron bez własnej treści — a wyszukiwarki rozpoznają takie zestawy i potrafią ocenić niżej całą domenę, nie tylko je same.

Zasada, którą stosuję i której się trzymam także na tej stronie: osobna podstrona powstaje tylko wtedy, gdy mam dla niej materiał, którego nie ma nigdzie indziej. W układzie, który się broni, wygląda to tak:

  • Jedna porządna podstrona na język, z poziomami jako sekcjami w jej wnętrzu. Angielski dostaje najwięcej treści, bo ma najwięcej popytu — i to jest właściwy podział uwagi.
  • Osobne podstrony tam, gdzie treść naprawdę się różni: przygotowanie do konkretnego egzaminu, kurs dla dzieci, zajęcia indywidualne, język specjalistyczny — biznesowy, medyczny, prawniczy, dla branży IT.
  • Poziom, forma i tryb jako filtry na liście grup, nie jako osobne adresy. Człowiek szukający „angielski B1 online wieczorami” chce zobaczyć listę z zaznaczonymi filtrami, nie artykuł.
  • Jeden adres na jedną rzecz. Jeżeli dwie podstrony odpowiadają na to samo pytanie, wyszukiwarka wybierze jedną z nich i będzie się wahać między nimi — a Ty stracisz na obu.

Piszę to jako ktoś, kto zbudował na tej samej zasadzie stronę, którą właśnie czytasz. Nie próbuję wygrać z zapytaniem „tworzenie stron internetowych”, bo stoją za nim agencje z setkami odnośników. Piszę natomiast osobno dla fotografa, dla biura rachunkowego i dla szkoły językowej — ale każdą z tych stron piszę od zera, z materiałem z tej jednej branży. Gdybym zrobił z nich klony z podmienionym słowem, nie działałaby żadna.

Egzaminy to najlepsza nisza, jaką masz — i zwykle najsłabiej opisana

Wśród wszystkich podstron, które może mieć szkoła językowa, przygotowania do egzaminów mają najlepszy stosunek wysiłku do efektu. Powód jest w zachowaniu człowieka po drugiej stronie.

Ktoś, kto szuka kursu „ogólnego”, wpisuje w wyszukiwarkę coś nieokreślonego i porównuje długo. Ktoś, kto przygotowuje się do egzaminu, zna jego nazwę, wpisuje ją dosłownie i ma termin, który go goni. Nazwy certyfikatów i egzaminów są przy tym precyzyjne i niepodrabialne — a to znaczy, że zapytanie trafia dokładnie tam, gdzie ma trafić.

Co powinna zawierać taka podstrona, żeby wygrywała z ogólnym opisem kursu:

  • Terminy sesji egzaminacyjnych i wynikający z nich moment startu kursu. To jest informacja, po którą ludzie wracają, i jednocześnie powód, żeby zapisać się teraz, a nie w przyszłym semestrze.
  • Czy jesteś centrum egzaminacyjnym — a jeżeli tak, to którego egzaminu. Możliwość zdawania na miejscu jest argumentem rozstrzygającym i rzadko postawionym wystarczająco wysoko.
  • Struktura egzaminu i to, jak wyglądają zajęcia przygotowujące. Konkretnie: ile arkuszy przerabiacie, czy są próbne egzaminy w warunkach egzaminacyjnych, czy jest osobne przygotowanie do części ustnej.
  • Wymagany poziom wejściowy — z odesłaniem do testu poziomującego. To jest naturalne miejsce, w którym obie te rzeczy się spotykają.
  • Szczerze o skuteczności. Jeżeli masz statystyki zdawalności, podaj je z rocznikiem i liczbą osób. Jeżeli nie masz, nie pisz „wysoka zdawalność” — to zdanie nie znaczy nic i każdy je rozpoznaje.

Klient firmowy kupuje inaczej i potrzebuje osobnej ścieżki

Szkolenia zamknięte dla firm są w tej branży najbardziej dochodową pozycją w ofercie i najczęściej sprowadzoną na stronie do jednego zdania: „prowadzimy również kursy dla firm — zapraszamy do kontaktu”.

Tymczasem to jest zupełnie inny klient. Nie szuka dla siebie i nie porównuje cen za godzinę. Jest osobą z działu kadr albo właścicielem firmy, ma budżet, termin i trzy pytania, których kursant indywidualny nigdy nie zada: czy dojedziesz do siedziby, czy dostanie raport frekwencji i postępów, oraz czy szkolenie da się dofinansować.

Trzecie pytanie jest najważniejsze i tu jest atut, który szkoły marnują najczęściej. Jeżeli Twoja szkoła jest wpisana do Bazy Usług Rozwojowych prowadzonej przez PARP, powinno to być widoczne w pierwszym zdaniu podstrony dla firm, nie w stopce. Wpis do BUR nie jest formalnością — wymaga między innymi certyfikatu jakości z listy akceptowanej przez PARP — a jest kanałem, przez który małe i średnie firmy sięgają po dofinansowanie szkoleń u operatorów regionalnych. Dla osoby z działu kadr ta jedna informacja rozstrzyga, czy Twoja oferta w ogóle zmieści się w budżecie.

Osobno istnieje Krajowy Fundusz Szkoleniowy, z którego pracodawca finansuje kształcenie pracowników. Jego priorytety ustalane są co roku, dlatego na stronie opisuję mechanizm i odsyłam do właściwego urzędu pracy, a nie podaję kwot ani list priorytetów — te zestarzałyby się w ciągu kilku miesięcy i zostawiły na stronie nieprawdę. To jest ta sama zasada, którą stosuję do wszystkich treści opartych na przepisach: opisuję to, co jest trwałe, a rzeczy z datą ważności trzymam w jednym miejscu, żeby dało się je podmienić.

I rzecz w drugą stronę, ważniejsza od wszystkich powyżej: jeżeli w BUR nie jesteś, strona nie może sugerować, że kurs da się dofinansować. Taką obietnicę weryfikuje pierwszy telefon z działu kadr i kosztuje ona więcej niż cały ruch, który przyprowadziła. Uczciwe rozwiązanie jest lepsze, niż się wydaje: napisz, że przygotowujesz dokumenty potrzebne do rozliczenia szkolenia, i wymień jakie. To jest prawda, którą można sprawdzić, i dla części klientów wystarczająca.

Zwolnienie z VAT ma znaczenie w miejscu, w którym nikt go nie szuka

Usługi nauczania języków obcych są co do zasady zwolnione z VAT na podstawie art. 43 ust. 1 pkt 28 ustawy z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług. Wiesz to lepiej ode mnie. Ale skutek dla strony jest nieoczywisty i prawie zawsze pominięty.

Twoja cena jest jednocześnie ceną netto i brutto. W cenniku nie ma więc sensu mnożyć kolumn ani dopisywać „ceny netto”. Ma natomiast sens jedno zdanie skierowane wprost do klienta firmowego: że kwota z cennika jest kwotą końcową i nie dojdzie do niej podatek. Dla osoby porównującej oferty w firmie to zmienia rachunek, bo konkurent podający ceny netto wygląda o prawie jedną czwartą taniej — dopóki ktoś nie doliczy podatku, a robi to zwykle dopiero na etapie faktury.

Dwa zastrzeżenia. Pierwsze: nie jestem doradcą podatkowym i nie wydaję wykładni przepisów — treść cennika i ewentualne zdanie o zwolnieniu potwierdza Twoja księgowość, a ja je tylko poprawnie umieszczam. Drugie, ważniejsze w praktyce: zwolnienie dotyczy nauczania języków obcych, a przy pozycjach, które są czymś innym z elementem języka — półkoloniami, świetlicą, zajęciami plastycznymi po angielsku — zakres zwolnienia bywa oceniany węziej. Jeżeli masz w ofercie takie pozycje, to jest dokładnie ten moment, żeby zapytać o nie księgową, zanim trafią do cennika na stronie.

Strona to nie platforma do obsługi kursów i nie powinna nią być

Prawie każda szkoła językowa ma dziś platformę do obsługi kursów — plan zajęć, obecności, płatności, materiały, kontakt z lektorem. Pytanie, które z tego wynika, pada w co drugiej rozmowie: „to po co mi jeszcze strona, skoro platforma ma swoją stronę startową?”.

Odpowiedź jest taka, że te dwie rzeczy obsługują dwie różne osoby. Platforma obsługuje kursanta, którego już masz, i robi to lepiej, niż zrobiłaby to strona — nie ma sensu tego powtarzać ani przenosić. Strona obsługuje kogoś, kto o Twojej szkole jeszcze nie wie: wpisuje w wyszukiwarkę „angielski B2 Ursynów” albo „przygotowanie do egzaminu dla dziecka” i podejmuje decyzję w ciągu kilku minut, zanim zobaczy jakikolwiek panel do logowania.

Układ, który się broni, jest prosty: strona ma wyraźny przycisk „Panel kursanta” prowadzący do platformy i na tym jej udział w obsłudze się kończy. Błąd, który widzę najczęściej, jest odwrotny — szkoła traktuje stronę startową platformy jako własną stronę. Kończy się to tak, że cała treść sprzedażowa mieszka pod cudzą domeną, w szablonie, którego nie kontrolujesz i który wygląda identycznie jak u trzystu innych szkół, a Twój własny adres nie buduje żadnej widoczności. Jeżeli kiedyś zmienisz dostawcę platformy, zaczynasz od zera — i to jest ten moment, w którym cena własnej strony przestaje wyglądać wysoko.

Lektorzy są Twoim produktem, więc muszą mieć na stronie twarze

Szkoła językowa sprzedaje godziny konkretnych ludzi. Kursant to wie i nikt nie musi mu tego wyjaśniać — dlatego sekcja o lektorach jest najczęściej odwiedzaną częścią takiej strony i jednocześnie najczęściej sprowadzoną do rzędu okrągłych zdjęć bez treści.

Konkurujesz przy tym z lektorem pracującym na własny rachunek, który ma tę jedną przewagę, że kursant widzi dokładnie, kto go będzie uczył. To jest przewaga, którą możesz mu odebrać w całości, i wystarczy do tego kilka zdań przy każdej osobie. Co warto w nich napisać, w kolejności od najmocniejszego:

  • Kwalifikacje z nazwą i skrótem. Filologia, przygotowanie pedagogiczne, certyfikaty metodyczne w rodzaju CELTA czy DELTA, uprawnienia egzaminatora. Kursant nie zna tych skrótów, ale rozpoznaje, że są konkretne — i to wystarcza.
  • Co ta osoba realnie prowadzi. „Przygotowanie do egzaminów i konwersacje dla poziomów B2–C1” mówi więcej niż „doświadczony lektor z pasją”.
  • Czy jest native speakerem — i przy jakich zajęciach to ma znaczenie. Uczciwe zdanie o tym, że na poziomach początkujących lepiej sprawdza się lektor mówiący po polsku, buduje zaufanie mocniej niż chwalenie się samą obecnością obcokrajowca w zespole.
  • Twarz i imię. Prawdziwe zdjęcie, choćby proste. Zdjęcie stockowe roześmianej grupy z laptopami rozpoznaje się natychmiast i działa dokładnie odwrotnie do zamiaru.

Osobno warto opisać uprawnienia i przynależności samej szkoły: czy jesteś centrum egzaminacyjnym i którego egzaminu, czy masz wpis do Bazy Usług Rozwojowych, czy należysz do organizacji branżowej, od którego roku działasz i ile osób przeszło przez Twoje kursy. Są to fakty sprawdzalne, a w branży bez licencji na prowadzenie szkoły to jedyny rodzaj dowodu, który cokolwiek waży.

Dorośli i dzieci to dwie ścieżki, a większość stron ma jedną

Jeżeli uczysz i dorosłych, i dzieci, na Twojej stronie spotykają się dwie osoby, które nie mają ze sobą nic wspólnego. Dorosły kupuje dla siebie i pyta o poziom, godziny i cenę za godzinę. Rodzic kupuje dla kogoś innego i pyta o zupełnie inne rzeczy: kto prowadzi zajęcia, ile dzieci jest w grupie, co się dzieje, gdy dziecko opuści lekcję, czy jest informacja zwrotna o postępach i czy zajęcia wpasują się w plan dnia.

Praktycznie oznacza to dwie osobne podstrony i dwa osobne formularze zapisu, nie jeden z polem „wiek”. Przy dziecku formularz wypełnia rodzic, więc dane kontaktowe są jego, a dane kursanta dotyczą osoby, która nie może sama wyrazić zgody. To nie jest formalność — to decyduje o treści klauzuli informacyjnej i o tym, czyich zgód potrzebujesz.

Dochodzi do tego galeria. Zdjęcia dzieci na zajęciach są najlepszym materiałem, jaki może mieć szkoła językowa, i jednocześnie najbardziej ryzykownym. Publikuję je tylko wtedy, gdy potwierdzisz, że masz zgody rodziców na publikację wizerunku w internecie — i mówię to od razu, żeby nie okazało się to problemem w dniu uruchomienia strony. Jeżeli zgód nie ma, układam galerię tak, żeby działała bez rozpoznawalnych twarzy: kadry z materiałami, ujęcia z tyłu, zdjęcia sal i prac. To jest gorsze niż twarze i lepsze niż pusta strona.

Czego kursant szuka na stronie szkoły językowej

Kolejność nie jest przypadkowa — tak wygląda realna ścieżka kogoś, kto w sierpniu postanowił, że w tym roku wreszcie się weźmie za angielski:

  • Na jakim jestem poziomie? Pierwsze i najważniejsze pytanie, na które człowiek nie chce odpowiadać przez telefon. Test poziomujący albo nic.
  • Czy jest grupa, która mi pasuje? Konkretnie: dzień, godzina, poziom, tryb. Lista aktualnych grup z wolnymi miejscami bije każdy opis oferty.
  • Ile to kosztuje za godzinę? Z liczbą spotkań, długością lekcji i liczebnością grupy, bo bez nich cena nie znaczy nic.
  • Kto mnie będzie uczył? Imię, twarz, kwalifikacje, co prowadzi. To jest sekcja, do której wracają najczęściej.
  • Kiedy się zaczyna i do kiedy mogę się zapisać? Data startu i termin zapisów. Brak daty to najczęstszy powód odłożenia decyzji „na później”, które nie wraca.
  • Co, jeśli nie będę mógł przyjść? Zasady odrabiania i rezygnacji. Pytanie zadawane rzadko wprost i rozstrzygające częściej, niż się wydaje.
  • Gdzie to jest i jak tam dojadę? Adres, mapa, informacja o dojściu z przystanku, parking. Przy zajęciach, na które ktoś ma przychodzić dwa razy w tygodniu przez pół roku, dziesięć minut drogi to argument cenowy.
  • Czy da się online? Jeżeli tak, powiedziane wprost przy każdej grupie — a nie jako osobna sekcja „nauka zdalna” na końcu strony.

Dla kogo robię strony

  • Szkoły językowe z jedną lokalizacją — strona z testem poziomującym, listą aktualnych grup, cennikiem w jednostce porównywalnej, sylwetkami lektorów i formularzem zapisu,
  • Lektorzy pracujący na własny rachunek — mniejszy zakres i mniejszy budżet: jedna strona z poziomami, cennikiem za godzinę, kalendarzem wolnych okien i zapisem na lekcję próbną,
  • Szkoły z kilkoma oddziałami — osobna podstrona dla każdej lokalizacji z własnym adresem, grafikiem i danymi w wizytówce Google, przy jednej wspólnej ofercie,
  • Szkoły dla dzieci i młodzieży — ścieżka pisana do rodzica, informacja zwrotna o postępach, plan dnia, zasady odrabiania i galeria przygotowana pod zgody na wizerunek,
  • Szkoły ze szkoleniami dla firm — osobna ścieżka dla działu kadr, opis szkoleń zamkniętych, informacja o wpisie do Bazy Usług Rozwojowych i formularz zapytania o ofertę,
  • Szkoły przygotowujące do egzaminów — podstrony pod konkretne certyfikaty, terminy sesji, struktura egzaminu i informacja o statusie centrum egzaminacyjnego,
  • Szkoły uczące wyłącznie online — wtedy odpada mapa i dojazd, a rośnie znaczenie sylwetek lektorów, próbnej lekcji i jasnych zasad odwoływania zajęć,
  • Szkoły uczące polskiego jako języka obcego — strona w dwóch lub trzech wersjach językowych, bo kursant szuka po angielsku albo ukraińsku, a nie po polsku. To jest osobna, rosnąca nisza z bardzo małą konkurencją.

Co dostajesz

🎯 Test poziomujący jako główna konwersja

Pytania zamknięte, wynik w skali od A1 do C2 pokazany od razu i bez rejestracji, a po nim konkretne grupy na tym poziomie z terminem, ceną i liczbą wolnych miejsc. Zgłoszenie przychodzi do Ciebie z określonym poziomem, więc rozmowa zaczyna się od terminu, a nie od diagnozy.

📋 Lista aktualnych grup, którą edytujesz sam

Dzień, godzina, poziom, tryb, liczba wolnych miejsc i przycisk zapisu — z filtrami zamiast osobnych podstron dla każdej kombinacji. Grafik zmienia się w trakcie naboru codziennie, więc edycja musi być po Twojej stronie i zajmować kilkanaście sekund.

💰 Cennik w jednostce porównywalnej

Przy każdej pozycji liczba spotkań, długość jednostki lekcyjnej w minutach, liczebność grupy i informacja o podręczniku — plus rozdzielone ścieżki dla dorosłych, dzieci, zajęć indywidualnych i firm. Bez tych czterech liczb cena za semestr nie mówi nic i wygląda na wyższą, niż jest.

📝 Formularz zapisu przygotowany pod umowę na odległość

Regulamin, rozdzielone zgody, osobne pole na żądanie rozpoczęcia zajęć przed upływem czternastu dni, wzór oświadczenia o odstąpieniu i jasno opisane zasady rezygnacji. Treść potwierdza Twój prawnik — ja odpowiadam za to, że wszystko ma swoje miejsce i technicznie działa.

🏅 Sylwetki lektorów i uprawnienia szkoły

Imię, twarz, kwalifikacje z nazwami, zakres prowadzonych zajęć. Osobno fakty o szkole: status centrum egzaminacyjnego, wpis do Bazy Usług Rozwojowych, przynależność do organizacji branżowej, rok startu, liczba kursantów. To jedyne dowody, które klient może sprawdzić.

🏢 Osobna ścieżka dla klienta firmowego

Szkolenia zamknięte, dojazd do siedziby, raporty frekwencji i postępów, informacja o dofinansowaniu opisana jako mechanizm, nie jako obietnica z kwotą. Formularz zapytania o ofertę napisany do osoby z działu kadr, która potrzebuje innych informacji niż kursant indywidualny.

🔐 Wejście do Twojej platformy, nie druga platforma

Wyraźny przycisk „Panel kursanta” prowadzący do systemu, z którego już korzystasz. Strona nie powtarza planu zajęć, obecności ani płatności — obsługuje tego, kto jeszcze nie jest Twoim kursantem, i to jest cała jej rola.

📍 Spójność z wizytówką Google i szybkość

Nazwa, adres i telefon znak w znak takie same na stronie i w wizytówce — „ul. Polna 3” i „Polna 3” to dla Google dwa różne adresy, a rozbieżność osłabia wizytówkę. Do tego godziny pracy sekretariatu w danych strukturalnych, klikalny numer i strona, która otwiera się w sekundę na telefonie.

Masz dwa nabory w roku i oba są krótkie

Sezonowość tej branży jest ostra, ale inaczej niż w większości: nie ma jednego szczytu, są dwa wąskie okna, a między nimi cisza. Warto to potraktować dosłownie przy planowaniu projektu, bo różnica między dobrym i złym terminem to cały semestr efektu.

  • Sierpień i pierwsza połowa września — główne okno. Decyzja o kursie dojrzewa w sierpniu, a pierwsze wyszukiwania zaczynają się jeszcze przed końcem wakacji. Strona musi już wtedy być w wynikach, nie w budowie.
  • Styczeń i luty — drugi nabór, mniejszy, ale realny: semestr letni plus postanowienia noworoczne. Trafia do niego każdy, kto nie zdążył we wrześniu.
  • Wrzesień i październik — Twój szczyt pracy: grafiki, telefony, przesuwanie grup. Nie masz wtedy czasu odpisywać na pytania o treści, więc projekt zaczęty w tym okresie ciągnie się z powodów po Twojej stronie, nie po mojej.
  • Maj, czerwiec i lipiec — najlepszy moment na budowę. Masz czas, ja mam materiały, a strona zdąży złapać widoczność przed sierpniem.

Praktyczny wniosek: projekt zaczęty w maju lub czerwcu jest gotowy w lipcu i wchodzi w główne okno naboru z dwumiesięczną historią. Ten sam projekt zaczęty w połowie września realnie pracuje dopiero na styczeń — nowe podstrony potrzebują kilku tygodni, zanim wyszukiwarka zacznie je w ogóle pokazywać. To jest ta część, na którą nikt nie ma wpływu i którą trzeba po prostu uwzględnić w planie.

Dlaczego ja, nie agencja

Znasz to ze swojej szkoły. Kursant woli rozmawiać z lektorem, który go uczy, niż z sekretariatem, który przekaże pytanie dalej i odezwie się w przyszłym tygodniu. U mnie jest tak samo: rozmawiasz bezpośrednio z osobą, która pisze kod Twojej strony, bez zakładania zgłoszeń w systemie wsparcia i bez czekania, aż ktoś przekaże sprawę komuś innemu.

To ma w Twojej branży konkretne znaczenie, bo we wrześniu strona zmienia się codziennie. Grupa się zapełniła i trzeba ją oznaczyć jako zamkniętą. Doszła druga grupa B1 o innej godzinie. Lektor odszedł, przyszedł nowy. Zmienił się termin sesji egzaminacyjnej. W branży web developerskiej pracuję od ponad 10 lat, współtworząc serwisy między innymi dla portalu Gazeta.pl — a część tych zmian oddaję Ci do panelu, żebyś nie musiał pisać do mnie o każdą. Prowadzę też drugą linię usług: automatyzację powtarzalnych procesów — w szkole językowej dotyczy to zwykle przepisywania zgłoszeń z formularza do platformy i wysyłania przypomnień o płatnościach za semestr.

Cena wdrożenia

Strona internetowa dla szkoły językowej zaczyna się od kwoty 2 500 zł.

Ostateczny koszt zależy od tego, czy wchodzi test poziomujący i w którym z trzech wariantów, ile języków dostaje własną podstronę, czy budujemy osobne podstrony pod egzaminy, czy potrzebna jest ścieżka dla klienta firmowego, ilu lektorom robimy sylwetki oraz czy strona ma prowadzić do Twojej platformy kursowej. Przed startem prac zawsze dostajesz konkretną, wiążącą wycenę — bez niespodzianek na końcu.

// Co otrzymujesz w cenie bazowej?
  • Dedykowany projekt i stabilne wdrożenie techniczne witryny,
  • Ofertę rozpisaną po językach, z poziomami od A1 do C2 jako sekcjami,
  • Listę aktualnych grup z terminami i wolnymi miejscami, edytowalną samodzielnie,
  • Cennik z liczbą spotkań, długością lekcji, liczebnością grupy i informacją o podręczniku,
  • Sylwetki lektorów oraz uprawnienia i przynależności szkoły,
  • Formularz zapisu przygotowany pod umowę zawieraną na odległość, z rozdzielonymi zgodami,
  • Kalendarz naborów i terminów startu grup,
  • Klauzulę informacyjną i politykę prywatności napisaną pod realnie zbierane dane, z osobną ścieżką dla zapisu dziecka,
  • Godziny pracy sekretariatu w danych strukturalnych, konfigurację domeny i hostingu oraz 30 dni wsparcia po wdrożeniu.

Kiedy strona nie jest Twoim najpilniejszym wydatkiem

Wolę powiedzieć to teraz niż po wystawieniu faktury.

  • Jest połowa września i nabór już trwa. Nowa strona nie zdąży zebrać widoczności na ten semestr — a Ty w tym momencie nie masz czasu na dostarczanie materiałów. Sensowniej uporządkować teraz wizytówkę Google i listę grup tam, gdzie już jesteś, a stronę zbudować w maju, na spokojnie i na przyszły nabór.
  • Nie masz wizytówki Google albo masz ją bez opinii. Załóż ją i poproś kursantów o opinię — w tej branży to jest najtańszy i najszybciej działający element całej widoczności, a przy zapytaniach z nazwą dzielnicy wizytówka bywa ważniejsza od strony. Wróć do mnie, gdy będzie gotowa, wtedy strona ma co wzmacniać.
  • Nie wiesz jeszcze, jakie grupy otworzysz. Strona bez konkretnych poziomów, terminów i cen jest ulotką. Jeżeli oferta jest w trakcie ustalania, poczekajmy do momentu, w którym będzie co na niej napisać — inaczej zapłacisz za przebudowę dwa miesiące później.
  • Twoim problemem jest obsługa, nie brak kursantów. Jeżeli grupy się zapełniają, a tydzień schodzi na przepisywaniu zgłoszeń do platformy, ręcznym wysyłaniu przypomnień o płatnościach i układaniu grafiku w arkuszu — strona tego nie ruszy. Wtedy sensowniej zacząć od automatyzacji tych procesów, a stronę zrobić później, za odzyskany czas.
  • Liczysz, że strona zastąpi platformę kursową. Nie zastąpi i nie powinna. To dwa narzędzia dla dwóch różnych osób, a mieszanie ich kończy się drugim, niepełnym grafikiem obok pierwszego.

Najczęstsze pytania

Zebrałem tu pytania, które najczęściej dostaję od osób prowadzących szkoły językowe. Jeżeli Twojego nie ma na liście — po prostu je zadaj, odpowiadam w ciągu 24 godzin.

Ile kosztuje strona internetowa dla szkoły językowej?

Od 2 500 zł za stronę z ofertą rozpisaną po językach i poziomach, cennikiem w jednostce porównywalnej, sylwetkami lektorów, kalendarzem naborów, formularzem zapisu i danymi strukturalnymi spójnymi z wizytówką Google. Test poziomujący na stronie to plus 1 200–2 500 zł zależnie od tego, czy ma pokazywać sam wynik, czy od razu proponować konkretną grupę z wolnymi miejscami i wysyłać zgłoszenie razem z rezultatem. Osobna ścieżka dla klienta firmowego — z opisem szkoleń zamkniętych, informacją o dofinansowaniu i formularzem zapytania o ofertę dla działu HR — oraz wejście do Twojej platformy kursowej podnoszą wycenę do przedziału 3 500–6 500 zł. To jest cena mojej pracy nad stroną, nie cena Twoich kursów. O tym, jak pokazać ceny kursów, jest następne pytanie, bo w tej branży sposób podania ceny decyduje o połowie zapytań.

Czy podawać ceny kursów na stronie?

Tak, i to w jednostce, którą kursant naprawdę porównuje. Szkoły podają najczęściej cenę za semestr — „1 890 zł” — i na tym kończą. Kursant tymczasem porównuje trzy szkoły i robi to zawsze w przeliczeniu na godzinę zajęć, więc albo policzy to sam, albo zrezygnuje i pójdzie tam, gdzie liczba była podana. Żeby cena była porównywalna, musi mieć przy sobie cztery informacje: liczbę spotkań w semestrze, długość jednostki lekcyjnej (45, 60 czy 90 minut — to nie jest oczywiste i szkoły używają różnych), liczebność grupy oraz to, czy podręcznik jest w cenie. Bez tych czterech liczb cena za semestr nie mówi nic i wygląda na drogą, bo człowiek w razie wątpliwości zakłada najgorszy wariant. Dodatkowo warto rozdzielić cennik na trzy ścieżki, bo kupują je trzy różne osoby: grupa dla dorosłych, zajęcia indywidualne i kurs dla dzieci. Czwartą, firmową, celowo trzymam osobno — o niej niżej.

Czy zapisy online na kurs to umowa na odległość? Co z prawem odstąpienia?

Tak, i to jest najczęściej przegapiany element strony szkoły językowej. Zapis na kurs przez formularz albo koszyk na stronie to umowa o świadczenie usług zawarta na odległość, więc konsumentowi przysługuje 14 dni na odstąpienie od niej bez podawania przyczyny — zgodnie z ustawą z 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta. Problem jest praktyczny i dotyczy prawie każdej szkoły: nabór trwa do końca września, a zajęcia startują na początku października, czyli kurs rusza w środku tego czternastodniowego okna. Ustawa to przewiduje. Jeżeli kursant wyraźnie zażąda rozpoczęcia świadczenia przed upływem terminu, a potem odstąpi, płaci proporcjonalnie za to, co zostało już wykonane — czyli za odbyte lekcje, a nie za cały semestr (art. 35). Prawo odstąpienia gaśnie dopiero wtedy, gdy usługa została w pełni wykonana za jego wyraźną i uprzednią zgodą i gdy został poinformowany, że po spełnieniu świadczenia je utraci (art. 38 pkt 1) — a kurs semestralny w pierwszym tygodniu nie jest usługą w pełni wykonaną. Wniosek dla strony jest konkretny: formularz zapisu potrzebuje regulaminu, osobnej zgody na rozpoczęcie zajęć przed upływem 14 dni, wzoru oświadczenia o odstąpieniu oraz jasnego opisu zasad rezygnacji w trakcie semestru. Nie jestem prawnikiem i nie wydaję wykładni przepisów — buduję formularz tak, żeby te elementy miały swoje miejsce, a ich treść potwierdza Twój prawnik.

Mam platformę do obsługi kursów. Po co mi jeszcze strona?

Bo platforma i strona odpowiadają na pytania dwóch różnych osób. Platforma — LangLion, Active-Courses czy inna, której używasz — obsługuje kursanta, którego już masz: plan zajęć, obecności, płatności, materiały, kontakt z lektorem. Robi to lepiej, niż zrobiłaby to strona, i nie ma sensu tego powtarzać. Strona obsługuje kogoś, kto o Twojej szkole jeszcze nie wie: wpisuje w wyszukiwarkę „angielski B2 Ursynów” albo „przygotowanie do egzaminu Cambridge dla dziecka” i podejmuje decyzję w ciągu kilku minut, zanim zobaczy jakikolwiek panel. Te dwie rzeczy łączy się w jeden sposób: strona ma wyraźny przycisk „Panel kursanta” prowadzący do platformy i na tym jej udział w obsłudze się kończy. Błąd, który widzę najczęściej, jest odwrotny — szkoła traktuje stronę startową platformy jako swoją stronę. Kończy się to tak, że cała treść sprzedażowa mieszka pod cudzą domeną, w szablonie, którego nie kontrolujesz, i nie buduje Ci żadnej widoczności na własnym adresie.

Czy na stronie ma być test poziomujący?

Jeżeli miałbym postawić na stronie szkoły językowej tylko jedną rzecz, byłby to test poziomujący — i to jest najmocniejsza rada, jaką mam dla tej branży. Powód jest prosty: człowiek, który myśli o kursie, ma jedną realną przeszkodę i nie jest nią cena. Nie wie, do której grupy pasuje, wstydzi się to przyznać i nie chce dzwonić, żeby usłyszeć, że jego angielski ze szkoły średniej to A2. Test rozwiązuje ten problem bez rozmowy z człowiekiem, zajmuje pięć minut i daje Ci dokładnie to, czego formularz kontaktowy nigdy nie da: zgłoszenie z określonym poziomem. Do tego jest najlepszym powodem, żeby wrócić na stronę, i jedyną treścią szkoły językowej, którą ludzie podają sobie z własnej woli. Wersja, która działa najlepiej, nie kończy się samym wynikiem — pokazuje od razu konkretną grupę na tym poziomie, z terminem, ceną i informacją o wolnych miejscach, i pozwala zgłosić się jednym kliknięciem. Wersja minimalna, jeżeli budżet jest ciasny: dwadzieścia pytań zamkniętych, wynik w skali od A1 do C2 i przycisk „pokaż grupy na moim poziomie”.

Mam pięć języków, sześć poziomów i cztery formy zajęć. Jak ułożyć z tego podstrony?

Nie mnożąc ich przez siebie — bo pięć razy sześć razy cztery to sto dwadzieścia podstron, z których każda miałaby ten sam tekst z podmienioną nazwą języka, a wyszukiwarki traktują takie zestawy jako strony bez wartości i potrafią ocenić za nie całą domenę niżej. Zasada, którą stosuję, brzmi: osobna podstrona powstaje tylko wtedy, gdy mam dla niej materiał, którego nie ma nigdzie indziej. W praktyce oznacza to jedną porządną podstronę na język, z sekcjami dla poziomów w jej wnętrzu, plus osobne podstrony tylko tam, gdzie treść naprawdę się różni: przygotowanie do konkretnego egzaminu, kurs dla dzieci, zajęcia indywidualne, język specjalistyczny — biznesowy, medyczny, prawniczy. Egzaminy są przy tym najlepszą inwestycją z całego zestawu, bo ktoś szukający przygotowania do konkretnego certyfikatu zna nazwę egzaminu, wpisuje ją dosłownie i ma termin, który go goni. Reszta kombinacji — poziom, forma, tryb — powinna być filtrem na liście grup, a nie osobnym adresem. Piszę to jako ktoś, kto na tej samej zasadzie zbudował stronę, którą właśnie czytasz.

Czy strona powinna mówić o dofinansowaniu kursów dla firm?

Jeżeli Twoja szkoła jest wpisana do Bazy Usług Rozwojowych, to jest najbardziej zmarnowany atut w całej branży — i odpowiedź brzmi: powinna mówić o tym na osobnej podstronie, nie w jednym zdaniu w stopce. Baza Usług Rozwojowych prowadzona przez PARP jest kanałem, przez który małe i średnie firmy sięgają po dofinansowanie szkoleń u operatorów regionalnych, a wpis do niej nie jest formalnością: wymaga między innymi certyfikatu jakości z listy akceptowanej przez PARP. Skoro przez to przeszłaś, klient firmowy powinien to zobaczyć w pierwszym zdaniu, bo dla osoby z działu HR to jest informacja rozstrzygająca — decyduje o tym, czy szkolenie zmieści się w budżecie. Osobno istnieje Krajowy Fundusz Szkoleniowy, z którego pracodawca finansuje kształcenie pracowników; jego priorytety ustalane są co roku, więc na stronie opisuję mechanizm i odsyłam do właściwego urzędu pracy, a nie podaję kwot ani list priorytetów, bo zestarzeją się w ciągu kilku miesięcy. Rzecz najważniejsza i w drugą stronę: jeżeli w BUR nie jesteś, strona nie może sugerować, że kurs da się dofinansować. To jest obietnica, którą zweryfikuje pierwszy telefon z działu HR, i kosztuje więcej niż cały ruch, który przyprowadziła.

Jesteśmy zwolnieni z VAT. Czy to ma znaczenie dla strony?

Ma, i to w miejscu, w którym nikt się tego nie spodziewa — w cenniku. Usługi nauczania języków obcych są co do zasady zwolnione z VAT na podstawie art. 43 ust. 1 pkt 28 ustawy z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług. Praktyczny skutek: Twoja cena jest jednocześnie ceną netto i brutto, więc w cenniku nie ma sensu mnożyć kolumn ani pisać „ceny netto”. Ma natomiast sens jedno zdanie skierowane do klienta firmowego: że kwota z cennika jest kwotą końcową i nie dojdzie do niej podatek. Dla osoby rozliczającej szkolenie w firmie to informacja, która zmienia porównanie ofert, bo konkurent podający ceny netto wygląda o prawie jedną czwartą taniej, dopóki ktoś nie doliczy podatku. Dwa zastrzeżenia, które robię wprost. Pierwsze: nie jestem doradcą podatkowym i nie wydaję wykładni przepisów — treść cennika potwierdza Twoja księgowość. Drugie, ważniejsze w praktyce: zwolnienie dotyczy nauczania języków obcych, a przy zajęciach, które są czymś innym z elementem języka obcego — świetlicą, zabawami plastycznymi po angielsku, obozem — zakres zwolnienia bywa oceniany węziej. Jeżeli masz w ofercie takie pozycje, to jest dokładnie ten moment, żeby zapytać o nie księgową, zanim trafią do cennika na stronie.

Kiedy najlepiej zrobić stronę dla szkoły językowej?

Na przełomie wiosny i lata, czyli w miesiącach, w których wydaje się, że nic się nie dzieje. Ta branża ma dwa nabory i oba są krótkie: główny we wrześniu, drugi w styczniu i lutym. Decyzja o kursie dojrzewa jednak wcześniej — pierwsze wyszukiwania zaczynają się w sierpniu, a w drugim naborze zaraz po Nowym Roku. Strona uruchomiona w połowie września spóźnia się o cały cykl, bo nowe podstrony potrzebują kilku tygodni, zanim wyszukiwarka zacznie je w ogóle pokazywać. Trafia więc dokładnie na moment, w którym grupy są już zamknięte, i czeka bezczynnie do stycznia. Do tego dochodzi Twój własny kalendarz: we wrześniu układasz grafiki, dzwonisz do kursantów i gasisz pożary, więc nie masz czasu odpisywać na pytania o treści — a strona bez Twoich materiałów nie powstanie. Praktyczny wniosek: projekt zaczęty w maju albo czerwcu jest gotowy w lipcu i ma pełne dwa miesiące na złapanie widoczności przed naborem. Ten sam projekt zaczęty w połowie września zdąży realnie na styczeń.

Ile to trwa i co muszę przygotować?

Strona powstaje w dwa do trzech tygodni od momentu, w którym mam materiały. Od Ciebie potrzebuję pełnej nazwy szkoły zgodnej z wpisem do rejestru, adresu, telefonu i godzin pracy sekretariatu, listy języków z poziomami, które realnie otwierasz, oraz cennika z czterema liczbami przy każdej pozycji: liczbą spotkań, długością jednostki lekcyjnej, liczebnością grupy i informacją o podręczniku. Do tego sylwetki lektorów — imię, języki, kwalifikacje, kilka zdań o tym, co prowadzą — oraz informacja o certyfikatach i uprawnieniach szkoły: czy jesteś centrum egzaminacyjnym, czy masz wpis do Bazy Usług Rozwojowych, czy należysz do organizacji branżowej. Przydaje się też kalendarz naborów i terminów startu grup, bo to on decyduje o tym, co strona pokazuje na górze w danym miesiącu. Zdjęcia: sale, lektorzy, zajęcia — najlepiej prawdziwe, bo zdjęcie stockowe roześmianej grupy z laptopami rozpoznaje się natychmiast i działa dokładnie odwrotnie do zamiaru. Bez sesji też sobie poradzimy, układam wtedy stronę tak, żeby niosła ją treść i typografia. Jeżeli masz zdjęcia dzieci, potrzebuję potwierdzenia, że masz na ich publikację zgody rodziców — bez tego nie wstawiam ich na stronę.

// Zdąż przed naborem

Zróbmy stronę, na której kursant sam sprawdzi poziom i zapisze się do grupy

Napisz do mnie — powiedz, jakich języków uczysz, czy masz kursy dla dzieci, czy prowadzisz szkolenia dla firm i z jakiej platformy korzystasz. Jeżeli masz już cennik i grafik grup, napisz też o tym. Odpowiem z konkretną ofertą.